DIABELSKI KAMIEŃ

Diabelski kamie324;

Już od wielu wieków Kaszubi licznie udaję się do Gdaňska na odpust świętego Dominika. Kiedyś pielgrzymki te miały bardziej religijny charakter.Przybywano, aby się pomodlić Pomagały w tym nauki ojców dominikanów, znakomitych kaznodziejów. Nie na darmo ich zkon nosił nazwę kaznodziejski.

Te pielgrzymki bardzo złościły diabła. Długo myślał, jakby tu Kaszubom utrudnić drogę i zniechęcić ich do wędrówki. W końcu postanowił zatarasować wejście do miasta. Chciał wielkim głazem zablokować Bramę Wyżynną. Długo latał nad Kaszubami w poszukiwaniu odpowiedniego kamienia. Czas mijał, odpust był coraz bliżej, a diabeł nie mógł się ostatecznie zdecydować na żaden głaz. W końcu wybrał ten, leżący w lipuskich lasach.

Do odpustu pozostał tylko jeden dzień. Należało więc od razu przstąpić do działania, bo zbliżała się już północ. A zadanie wcale nie było łatwe, nawet dla diabła, bo głaz był wyjątkowo wielki i ciężki. Czart obwiązał go łańcuchami i uniósł. Leciało mu się naprawdę ciężko i musiał często odpoczywać.

Letnie noce są bardzo krótkie, szybko więc nadszedł świt, a bies był dopiero koło Kornego, niedaleko Kościerzyny. Gdy przelatywał nad lasem, usłyszał pianie koguta. Nie było rady, musiał przerwać pracę. Przeleciał jeszcze trochę w stronę Owśnic i rzucił kamień na pole, i zaczął rozglądać się za jakąś kryjówką. Musiał się śpieszyć, ponieważ zza wierzchołków drzew zaczęło już wschodzić słońce. Niestety, wkoło nie widział nic odpowiedniego dla siebie. Wywiercił więc dziurę w kamieniu i do niej wskoczył. Tam chciał przeczekać dzień, żeby nocą ruszyć dalej do Gdańska.

Tymczasem rano jeden z owśnickich gospodarzy wybrał się na pole. Ujrzał głaz i stanął zdziwiony. Kamienia tu nigdy nie było, a teraz – mało, że był, ale jeszcze blokował mu wjazd na pole.
– Cóż począć? Sam nic tu nie poradzę – powiedział do siebie i poszedł po innych gburów.

Razem próbowali ruszyć głaz, a gdy to się nie udało, starali się go rozłupać. Jednak wszystkie ich wysiłki spełzły na niczym. Głaz ani drgnął. Jakby jakaś tajemna siła trzymała go w miejscu. Pęknąć też nie chciał. Nie pojawiła się na nim ani jedna rysa, choć chłopi walili weń z całych sił. Głaz trwał niewzruszony, wspomagany diabelską mocą. W końcu zrezygnowany gospodarz rzekł:
– Skoro tak, to niech tu stoi. Może się na coś przyda.
– Ustawimy na nim krzyż – zaproponował sołtys i wszyscy chętnie się zgodzili.

Poszli zaraz do kowala. A miał on akurat krucyfiks przgotowany do nowej kapliczki, która stanąć miała na rozstajach dróg. Wysłuchawszy opowieści o dziwnym kamieniu, przystał na propozycję chłopów. Uradowani wrócili więc na pole.
– Tam u góry jest nawet dziura na krzyż – rzekł sołtys.
I rzeczywiście, metalowy krucyfiks ciasno wszedł w otwór. Trzymał się mocno i prosto.

Tak stoi po dziś dzień. Diabeł zaś usunął się przed nim w sam koniec dziury i, jak dotąd, nikt go stamtąd jeszcze nie wypuścił.